LOGO
LOGO
Wywiad z Trudi Canavan 2007

Zapraszamy do lektury wywiadu z Trudi Canavan, autorką "Trylogii Czarnego Maga", której pierwszy tom - "Gildia Magów" - ukazał się 19 października nakładem wydawnictwa Galeria Książki. Z pisarką rozmawia tłumaczka trylogii Czarnego Maga - Agnieszka Fulińska.

 

 

Agnieszka Fulińska: Słyszałam, że z powstaniem pierwszego tomu trylogii Czarnego Maga wiąże się ciekawa anegdota...  

Trudi Canavan: W 1992 roku, tuż przed igrzyskami olimpijskimi, obejrzałam późną nocą reportaż telewizyjny, w którym pokazano, jak wywozi się bezdomnych z Barcelony do innych miast - żeby stolica olimpiady schludnie wyglądała. Tej samej nocy przyśniło mi się, że jestem w tym tłumie wypędzanych z miasta, a nasi przeciwnicy nagle okazali się magami. Zatrzymaliśmy się, żeby obrzucić ich kamieniami - i mój pocisk przebił magiczną barierę. Ten sen zainspirował pierwszy rozdział "Gildii Magów".

AF: Świat trylogii Czarnego Maga nie jest typowym dla fantasy średniowieczem (czy pseudośredniowieczem). Mnie kojarzył się głównie z powieściami Charlesa Dickensa - z pominięciem broni palnej; co więcej, mam wrażenie, że te "późniejsze" światy stają się dominującym trendem. Czyżby sztafaż średniowieczny został przez pisarzy do tego stopnia wyeksploatowany, że przestał stwarzać interesujące możliwości?  

TC: W fantasy już dawniej pojawiały się światy inne niż "średniowieczny", więc nie mówiłabym o modzie, ale raczej o naturalnej tendencji, nurcie, który pojawia się co jakiś czas. Problem w tym, że pseudośredniowieczny kostium został uznany za cechę rozpoznawczą czy wyznacznik fantasy, w związku z czym całe pokolenia mogą wzrastać w przekonaniu, że nie chodzi tu o nic poza wymachiwaniem mieczami i zaginionymi dziedzicami tronów. Takie zwroty ku nieśredniowiecznym światom nie zdziwią tych z nas, którzy czytają dużo fantasy - zwłaszcza jeśli sięgamy nie tylko po rzeczy najnowsze, ale również po klasykę.

AF: Wielu moich rozmówców podkreślało jako istotny fakt, że w trylogii Czarnego Maga mamy do czynienia z główną bohaterką - dziewczyną - co ich zdaniem nadaje powieści rys feministyczny. Czy taki był twój zamiar?

TC: Tak. Kiedy zaczynałam pracę nad tą opowieścią, czyli we wczesnych latach '90, bohaterki fantasy były najczęściej księżniczkami: kapryśnymi lub wojowniczymi. Chciałam stworzyć bohaterkę, której atutami będą wewnętrzna uczciwość i siła charakteru, a nie królewskie pochodzenie czy też umiejętność machania mieczem.

AF: Narracja trylogii jest prowadzona bardzo konsekwentnie z punktu widzenia bohaterów: najpierw oglądamy magów oczami Sonei i bylców, a potem przekonujemy się powoli, że to tacy sami ludzie jak wszyscy - są wśród nich osoby miłe i niesympatyczne, odpowiedzialne i beztroskie, mściwe, samolubne itd. To tak, jakbyś bawiła się z czytelnikiem: kończąc pierwszy tom, jesteśmy zmuszeni zrewidować wiele poglądów na temat przedstawionego świata.

TC: Punkt widzenia bohaterów i subiektywizm spojrzenia są moimi ulubionymi grami literackimi. Lubię bawić się zarówno różnicami w ocenach zdarzeń i ludzi dokonywanych przez różne osoby czy też rozbieżnościami w zapamiętanych wersjach wydarzeń, jak i przekonaniami większych grup społecznych. W "Gildii Magów" celowo opisałam atak Sonei na magów z punktu widzenia różnych osób, których interesy są rozbieżne, a także z kilku perspektyw czasowych. To jest również opowieść o społeczeństwie klasowym, o różnych punktach widzenia na sprawy miasta, o tym, jak sprzeczne interesy mogą prowadzić do konfliktów. W każdej grupie można znaleźć osoby o dobrych intencjach, którym jednak zdarza się pobłądzić, w każdej będą też ludzie, dla których ci inni są uosobieniem zła. Wprowadzenie takich napięć do powieści czyni wymyślony świat bardziej "rzeczywistym". Przynajmniej ja tak uważam!

AF: Kto był zamierzonym czytelnikiem trylogii, młodzież czy dorośli? Pierwszy tom - w każdym razie do pewnego momentu - sugerowałby, że jest to powieść młodzieżowa, ale dalsze są utrzymane w zdecydowanie poważniejszym tonie.

TC: Pisząc trylogię Czarnego Maga, nie miałam na myśli żadnej konkretnej grupy odbiorców. Myślałam raczej o powieściach dla dorosłego czytelnika, toteż zdziwiłam się, gdy zaczęły do mnie przychodzić e-maile od ośmiolatków! Z początku nawet mnie nieco drażniły te etykietki "dla starszej młodzieży", postanowiłam więc, że następna trylogia, "Age of Five", będzie zdecydowanie "dla dorosłych". Ale do czasu, kiedy "Czarny Mag" doczekał się w Anglii wydania w oprawie graficznej dla młodzieży, pogodziłam się już z tym faktem - poza wszystkim wiedziałam, że nijak nie wpłynęło to na poczytność wśród dorosłych! Nie zrezygnowałam jednak z "dorosłości" "Age of Five". Rozważałam wprowadzenie do fabuły tych trzech elementów wszelkiej rozrywki, które uznawane są za nieodpowiednie dla dzieci: seksu, narkotyków i przemocy. I uświadomiłam sobie, że jeśli wprowadzę narkotyki jako istotny wątek, trudno będzie uniknąć kaznodziejskiego tonu i "ważnych problemów", które raczej nie są atrakcyjne ani dla mnie, ani dla moich czytelników. Następnie ze smutkiem uprzytomniłam sobie, że młodzi są dziś tak oswojeni z przemocą, że książka nieodpowiednia dla młodzieży musiałaby ociekać krwią i obrzydliwością do tego stopnia, że sama nie miałabym ochoty jej czytać! Pozostawał zatem seks, który wystarczy przemycić w kilku scenach, żeby książka nie miała wstępu na półki z literaturą dziecięcą, a na dodatek pisanie o nim okazało się bardzo zabawne.

AF: Jednym z najbardziej wzruszających motywów "Gildii Magów" jest powolne odkrywanie przez Cery'ego, że kocha Soneę. Moim prywatnym zdaniem jest to jedna z najładniej opisanych nastoletnich miłości w fantasy. Jak zapatrujesz się na wątki romantyczne, melodramatyczne i erotyczne w fantastyce?

TC: Romans jest niezbędny! Potrzeba bycia kochanym jest jednym z podstawowych dążeń człowieka, nic więc dziwnego, że lubimy o tym czytać w książkach. Erotyka nie jest natomiast niezbędna dla dobrej opowieści, udany romans zresztą też. Napięcie czytelnika utrzymywane jest przez niepewność i nadzieję - my, pisarze, nazywamy to niekiedy NNS: Nierozładowanym Napięciem Seksualnym. Zawsze wymyślam romansowe wątki moich powieści tak, żeby mieć pewność, że napięcie utrzyma się przez całą fabułę - jest to tak potężny haczyk na czytelniczy apetyt, że zbyt szybkie rozwiązanie przy jednoczesnym braku jeszcze większego napięcia zastępczego może wytrącić fabułę z równowagi, pozbawiając ją tym samym zainteresowania ze strony czytelników.

AF: Jacy autorzy lub książki ukształtowały twoją wyobraźnię literacką?

TC: Najwcześniejszą fascynacją był Tolkien - ale też "Gwiezdne wojny". Jako nastolatka czytałam dużo Conana Barbarzyńcy i fantasy w stylu Michaela Moorcocka, a potem wydano "Maga" Feista i "Belgariadę" Eddingsa - i przekonałam się, że fantasy może być jednocześnie epicka i zabawna. Mniej więcej w tym samym czasie odkryłam pisarki pokroju Tanith Lee, z jej krótkimi ale kipiącymi od emocji powieściami takimi jak "Demon śmierci" i "The Silver Metal Lover".

AF: Twoich bohaterów nie sposób nie lubić: Cery jest do zakochania, Rothen to wymarzony nauczyciel, Akkarin należy do tego gatunku bohaterów, których kochamy się bać od pierwszego wejrzenia, Dannyl to świetny kumpel... Czy ty też lubisz - tak naprawdę lubisz - swoich bohaterów? A jeśli tak, to kogo najbardziej?

TC: Lubię moich bohaterów - nawet tych złych! - ale raczej nie mam ulubieńców. Muszę też wyznać, że kiedy wreszcie wysłałam do wydawnictwa ostatnie korekty "Wielkiego Mistrza", uświadomiłam sobie, że spędziłam z Soneą i resztą towarzystwa około siedmiu lat i że chętnie odpocznę od nich przez chwilę! Teraz, kiedy minęło kolejne kilka lat, zaczęłam za nimi tęsknić i cieszy mnie perspektywa kontynuacji.

AF: Czy uważasz za konieczne nazywanie inaczej ptaków i zwierząt przypominających te żyjące w naszym świecie?

TC: Lubię wymyślone zwierzęta, rośliny i przedmioty, ponieważ wzmagają poczucie, że jesteśmy w innym świecie. Zdarza się czasem, że ktoś mnie pyta: "Dlaczego nazywasz owce żyjące w twoim świecie reberami, skoro ewidentnie są to owce?" Odpowiadam na to: "Dlatego, że to nie są owce". Takie pytania świadczą moim zdaniem o tym, że niektórzy czytelnicy przyjmują automatycznie pewne założenia; właśnie takie, jak to, że skoro bohaterowie noszą szaty i nie ma broni palnej, to świat jest średniowieczny - nawet jeśli gołym okiem widać, że technologicznie jest znacznie bardziej zaawansowany. Na tej samej zasadzie uznają, że to owca. A dlaczego nie alpaka? Żaden rolnik posiadający minimum zdrowego rozsądku nie będzie usiłował udomowić zwierzęcia, które nie jest oswajalne i pożyteczne. Bo czego potrzebuje? Mięsa i wełny. A jakich cech zachowania zwierzęcia szuka? Powinno być stadne, łagodne i łatwe w hodowli. Nic więc dziwnego, że zwierzę, które ma u mnie zająć tę konkretną niszę ekologiczną, będzie przypominało owcę. Albo alpakę. Pomijając wszystko inne, stado ziejących ogniem węży nie przyniesie zbytniego pożytku naszemu rolnikowi: łuski nie zapewnią mu ciepła, a mięso zapewne będzie smakowało okropnie.

AF: Kogo obsadziłabyś w głównych rolach, gdyby ktoś postanowił sfilmować trylogię Czarnego Maga?

TC: Sonea zawsze kojarzyła mi się z Natalie Portman, Rothen z Seanem Connerym, a Akkarin z Danielem Day-Lewisem... Wychodzi na to, że jestem strasznie stara!

AF: Czy planujesz przyjazd do Polski?

TC: Przyjechałabym z wielką chęcią! Nie mam w tej chwili żadnych konkretnych planów, a kiedy mieszka się w tak odległym miejscu jak Australia, chciałoby się posiedzieć w Europie nieco dłużej, żeby mieć czas na zwiedzanie. Mam nadzieję, że kiedy wydawnictwo Orbit zaprosi mnie do Anglii, dam radę przy okazji odwiedzić więcej krajów europejskich.

AF: W takim razie dziękuję za rozmowę i zapraszam!

 

Źródło: ESENSJA nr 8/2007

copyright © Wydawnictwo Galeria Książki, sekretariat: biuro@galeriaksiazki.pl, dział handlowy: handel@galeriaksiazki.pl
powered by